BYĆ MAMĄ NA EMIGRACJI.

 

Macierzyństwo za granicą, jest o wiele trudniejsze od macierzyństwa we własnym kraju. 

Na każdym kroku napotykamy na trudności i dodatkowe zadania do spełnienia. A przecież dobro dziecka jest dla nas najważniejsze i robimy wszystko aby być jak najlepszym rodzicem.

Pokonując własne słabości i pracując nad socjalizacją w nowym kraju, martwimy się o dzieci. Ich integrację i akceptację nowej rzeczywistości.

*******************************

Przyjeżdżając do Szwecji  myśl o dzidziusiu była jak marzenie. Jak sen o czymś co nie jest w naszym zasięgu.
Bardzo się cieszyliśmy, kiedy po roku od przyjazdu, urodził się Maksymilian.

       Przyjechałam tu z jakimś założeniem. Przede wszystkim  nauka języka, praca i sylwetka fitness. Ta…, chciałam startować w zawodach fitness bikini. 🙂

**********************************
Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży zmieniły się priorytety i cele. Ogarną mnie strach i obawa. Jak poradzę sobie w obcym kraju, z dala od rodziny. Z blokadą językową i zupełnym braku wiedzy na temat zasad tu panujących ( jak lekarze, ubezpieczenia, nauka, itd.). Przypuszczam, że każda z was stanęła przed takimi pytaniami. LUB . Dziewczęta, które dopiero co przyjechały do Szwecji nie wyobrażają sobie być teraz w ciąży . Urodzić, zaangażować się w socjalizację dziecka ze szwedzką społecznością, kulturą, językiem.

**************** Być mamą za granicą jest trudno. ****************

Rozdarta pomiędzy życiem w Szwecji z wyboru a sercem będąc w Polsce.

Jest nam tu dobrze, ale jesteśmy sami. Chcę aby Maks wiedział, że w Polsce jest nasza cała rodzina. Dziadkowie, ciocie i kuzyni, wszyscy którzy bardzo go kochają i za nim tęsknią. Jeździmy 3, 4 razy do roku, czasami wpadamy tylko na dwa dni, jeśli zatęsknimy. Rodzina jest najważniejsza. Ta którą budujemy w Szwecji ale i ta którą pozostawiliśmy w kraju.

 **************** Pierwsze słowa  ****************

Matka emigrantka z takim dwulatkiem, jakiego mam ja, zastanawia się czy będzie on mówić po szwedzku czy po polsku. Obawiamy się, czy go zrozumiem. To jest bardzo stresujące.

**************** Wszystko w naszych rękach. ****************

Tradycje, kulturę, historię to wszystko musi wiedzieć od nas. Wiedza i świadomość pozwala nam czuć się Polakami, Patriotami z szacunkiem do przeszłości.

Wszystko co w Polsce wydawało się naturalne, jak lekcja historii na której przepisywało się zadania  z matematyki :), na emigracji historia Polski, staje się ważniejszą częścią życia. 

W Polsce to zwyczajne i zrozumiałe. Dzieci uczą się od najmłodszych lat, jednak za granicą, nie nauczy się tego w szkole, bo polskich szkół nie ma w małych miasteczkach.

W naszych rękach, będzie to aby Maksiut poznał polskość. Będziemy rodzicami, najlepszymi przyjaciółmi ale i nauczycielami.  Ważnym aspektem  dla mnie w rozwoju Maksia jest język polski. Nie wyobrażam sobie, że jedzie do dziadków i mówi po szwedzku. A może kiedyś zdecyduje się na studia w Polsce, kto wie…

W dużych szwedzkich miastach są polskie szkoły  lub organizowane przez „gminę” lekcje języka, kilka razy w tygodniu.

W małych gminach różnie to bywa. Niekiedy musi być 5 dzieci aby były lekcje języka polskiego, w innych miasteczkach 2 dzieci. Na razie czekamy 🙂 Maks ma 2 lata i jest sam w okolicy może ktoś jeszcze dojdzie za te kilka lat :).

**************** Oddać pod obce skrzydła****************

Maks od 6 miesięcy chodzi do „FÖRSKOLA”   to takie polskie żłobko-przedszkole dla maluszków.

Każdego dnia myślę czy jest mu tam dobrze. Czy rozumie co panie do niego mówią, czy jest szczęśliwy…

Kiedy oddajesz dzieciaczka pod opiekę kogoś obcego, każdej matce pęka serce i pozostajesz z myślą że jesteś złą matką. Maksiulek często płakał kiedy go zostawiałam. Wychodziłam ze łzami w oczach i siedziałam chwilę w samochodzie  bijąc się z myślami.

Nauczycielki z naszego przedszkola są bardzo fajne, załamują stereotyp nauczycielek sztywnych, chłodnych i nieczułych. Są wyrozumiali, przytulają, noszą na rękach, poświęcają więcej uwagi tym dzieciom, które tego wymagają.

Dla matek emigrantek to bardzo ciężka sytuacja. Zwłaszcza dla matek (młodych emigrantek). Nie znając dobrze języka, obawiamy się, że może to być bariera dla nas w kontakcie z placówką ale i dla naszych pociech, że będą miały problem z integracją.

Maksiutek lubi przebywać z dziećmi, lubi się bawić i z tego co widzimy rozumie każde zadanie jakie dostaje od  nauczyciela.  Nauczycielki relacjonują nam każdego dnia, jak Maks się zachowywał, jakie miał samopoczucie itd. Z uśmiechem na twarzy wychodzimy z przedszkola, każdej pani machając i przesyłając buziaki.

*****************************

Każda z nas kocha tak samo. Każda matka zrobiłaby dla swojego dziecka wszystko. Każda matka otacza swoje dziecko, beztroską miłością, bezgraniczną, miłością oddaną.
Miłością, która rodzi się razem z nowym życiem. Miłością pełną odpowiedzialności obaw i strachu. Zrozumieć to może tylko druga matka. Bo sama nigdy wcześniej nie poznałam tej definicji miłości.

Ale być mamą za granicą jest trudniejsze od życia w kraju. Staramy się o jak najczęstszy kontakt z rodziną,  pokonując tysiące kilometrów. Spędzamy czas opowiadając o historii i czytając polską literaturę. Aby mówiło do nas po polsku stajemy się zaangażowanymi nauczycielami.

 

Dodaj komentarz