NORA HAPPY STUDIO- czyli o marzeniach

Jestem emigrantką, żoną i mamą- uzależnioną od łapania w kadry naszej codzienności.

Fotografia jest od zawsze cząstką mnie. A kiedy przyszedł Maksymilianek na świat, dostałam prezent w postaci lustrzanki od poślubionego. Moja pierwsza, wymarzona …
I chodź odłożyłam ją na parę miesięcy, ucząc się nowej roli jaką jest macierzyństwo, pewnego dnia wzięłam swojego „nikona” do ręki.

początki

Zaczęłam uczyć się aparatu.
Wiele zdjęć nie wyszło, na wiele nie chciałam sama patrzeć. Ucząc się jak dziecko instrukcji, obsługi i technik. Oglądałam tutariale po nocach, między karmieniem. Prawie rok spędziłam na próbach fotografowania mojego synka, kiedy odważyłam się sfotografować kogoś poza nim. Kiedyś moja koleżanka zobaczyła zdjęcia Maksia i powiedziała, „Ty musisz robić to zawodowo, robisz to świetnie” Nie wierzyłam jej 🙂 ale zaczęło mi kiełkować w głowie…
Zdjęcia się spodobały. Chodź jak teraz na nie patrzę to dostrzegam wiele błędów.
Drogą pantoflową poszło dalej.

ach ten stres…

Za każdym razem kiedy miałam sesję zdjęciową bardzo się stresowałam. Obawy czy zdjęcia wyjdą, czy klient będzie zadowolony, powodowały, że tych zdjęć na sesji robiłam ok 300 na 10 zdjęć dla klienta. Ale stres dotyczył również komunikacji z klientami. Uczyłam się języka szwedzkiego dopiero parę miesięcy z przerwą w pierwszych miesiącach życia Maksia.
Ale przełamałam, się a nie należę do ludzi otwartych. Zawsze na wstępie informowałam, że uczę się języka i mogę powiedzieć jakąś głupotę.
Sesje zawsze są udane. Dla rozluźnienie atmosfery proponuję coś do picia, na stoliku zawsze jest jakieś słodkie ciasteczko a dzieciaczki mają do dyspozycji zabawki, kolorowanki, balony.
Zachęcam rodziców do uczestnictwa w sesji, jest naturalnie, wesoło i bez specjalnego ustawiania.

moje studio

Postanowiłam otworzyć studio. Znalazłam doskonałe miejsce, które od razu pokochałam. Blisko jeziora na spokojnej ulicy, z drewnianą podłogą i białymi ścianami. Z kominkiem klimatycznym, wyjątkowym.
Postanowiłam wrócić do pracy ( a sprzątam) aby utrzymać studio.
Na fotografii z początku nie da się zarobić. Trzeba liczyć się z tym, że to jest dodatkowa praca, pasja, którą realizujesz małymi kroczkami. Więc wróciłam do pracy aby spełniać weekendami swoje marzenia. Studio jest moim oczkiem w głowie. Lubię tu spędzać czas. Jest to moje małe gniazdko.

 

” po burzy zawsze świeci słońce”

Kryzys przychodzi bardzo często. W wakacje nie miałam żadnych klientów. Wtedy już prawie zamknęłam studio i odłożyłam aparat na bok. Ale później pomyślałam sobie słowa mojej mamy ” Po burzy zawsze świeci słońce”. Kurcze to jest to co chcę robić, to co pozwala mi oderwać się od rzeczywistych/ przyziemnych spraw. Coś co powoduje motylki w brzuchu.
Nie można się poddawać! Bo jeśli nie spróbujemy to zawsze będziemy żałować, że porzuciliśmy własne marzenia. A mogło być pięknie.  Trzeba walczyć o swoje marzenia. Wyjść do ludzi, bo klienci nie przyjdą sami do ciebie. Sama też nie będziesz mistrzynią jeśli nie będziesz się rozwijać. Jestem przekonana że pracą osiągnę cel a może i sukces.

własny rozwój 

Ważne jest aby inwestować we własny rozwój. Musimy się uczyć, uczyć dla siebie. Brać przykład od najlepszych, nie im zazdrościć, bo oni też musieli przejść tą całą ciężką drogę.

Przede mną długa droga do osiągnięcia tego czego pragnę. Dużo pracy i nauki, no i trochę szczęścia.

Jestem jedną z tych osób, które dzięki przeprowadzce do Szwecja mogą rozszerzać horyzonty własnych marzeń.

Jestem pozytywnie nastawiona, wierzę, że na wszystko przyjdzie czas, gdyż fotografia to już nie tylko moja pasja i praca, to sposób na życie.

2 myśli na temat “NORA HAPPY STUDIO- czyli o marzeniach

Dodaj komentarz