SZWEDZKI PORÓD

„W końcu zasnął…”

Słowa,  które były dla mnie niewiarygodne  odkąd zaszłam w ciążę i w końcu zabrałam się do napisania swoich przeżyć.
Będąc jeszcze w ciąży nurtowało mnie wiele pytań związanych z porodem ( jak sobie poradzę nie znając języka, jakie znieczulenie wybrać, w jaki sposób będę traktowana w szpitalu, co zabrać ze sobą do szpitala itd). Takie pytania zadaje sobie każda Polka na Obczyźnie i nie tylko…
Opowiem wam moją historię, o emocjach, przeżyciach i doświadczeniu. Może ten artykuł uspokoi dziewczyny których poród zbliża się wielkimi krokami.

img_20160913_101131

Zaczęło się o 03:00 w nocy, dziwne ukucia co 20 min. Mąż śpi…, zaczynają nachodzić w głowę pytania ” czy to już?, czy to właśnie dziś?”. Podniecenie, strach, ekscytacja- ciężko mi określić uczucia jakie szargały mną w tamtym momencie.
O 05:00 obudziłam męża słowami ” Kochanie  to chyba już…”.
Zadzwoniliśmy do szpitala, po krótkim wywiadzie położnej,  która podjęła decyzję o przyjeździe do szpitala,  spakowałam się, choć wiedziałam, że do szpitala nie trzeba wielu rzeczy zabierać miałam ze sobą małą torbę podróżną z gadżetami ( chociaż zauważyłam będąc już w szpitalu, że kobiety faktycznie nie mają nic ze sobą przychodząc na poród). Jeszcze tylko szybki prysznic,  poinformowanie rodzinki i o 07:00 byliśmy już w szpitalu 30 km od miejsca zamieszkania.
Skurcze się nie nasilały, były łagodne i zwyczajne. Poszliśmy jeszcze na śniadanie i spacer w pobliżu szpitala po spotkaniu z położną.
Pamiętam jak mówiłam do Łukasza, że jeśli to są bóle porodowe to nie będę przyjmowała żadnych specyfików uśmierzających ból, bo jest to do wytrzymania. Śmiał się….
W szpitalu bardzo miło nas przyjęto, położne traktowały nas jak przyjaciół a nie pacjentów.

Rozmowy, śmiechy, zupełnie odbiegające od stereotypu Szweda z którym ciężko nawiązać znajomość.
Mieliśmy własny pokój z łazienką i całym asortymentem – podkłady, koszule, ręczniki, dla dzidzi ciuszki pieluszki i do dyspozycji kuchnię a w niej jedzenie, picie i słodkości  ( bez żadnych opłat :P).

Co chwilę na korytarzu rozbrzmiewał krzyk kobiet i płacz narodzonych niemowlaczków.
Czas mijał, a skurcze stawały się coraz częstsze i intensywniejsze. Z początku na uśnieżenie bólu zaproponowano kąpiel i Alvedon tak Alvedon :) to taki nasz Apap. Alvedon jest bardzo popularny w Szwecji, lek na wszystko.

14164152_909310559174259_830541256_o
W Polsce rodzina z niecierpliwością oczekiwała na wieści, co godzina telefony od sióstr i wzruszająca rozmowa z mamą,  która zapłakana nie mogła znieść myśli, że tak bardzo cierpię a ona nie jest w stanie mi pomóc. Musiałam ją jeszcze pocieszać hehe zamiast ona mnie . Ach te nasze mamuśki.
Wieczorem ból się nasilał, atmosfera też już się zmieniła. W ciągu dnia byłam jeszcze w stanie żartować, wieczorem mało co się odzywałam.
O 22:00 ostatni raz w tym dniu zadzwoniłam do siostry z tekstem ” mamy 3 minuty do kolejnego skurczu, później się rozłączam żebyś nie słuchała jęków”.
o 23:00 pierwszy raz dostałam morfinę, mogłam w końcu zasnąć na 30 min., niestety obudziłam się z jeszcze gorszymi bólami. W głębi serca powtarzałam słowa bliskiej osoby, że ” każdy skurcz jest twoim przyjacielem , bo pomaga malutkiemu przyjść na świat”.
Minęło już ponad 12 godzin, nie myślałam kategoriami, że to już tak długo i że nie widać rychłego końca, raczej trwałam od skurczu do skurczu a czas leciał….
Łukasz cały czas przy mnie czuwał, zalegiwał fotel i z kolejną kawą w ręku próbował mnie pocieszać.
W nocy przeżywałam chyba najwyższy próg bólu. Położne co chwilę zaglądały sprawdzając  moje samopoczucie.

Byłam już wykończona i fizycznie i psychicznie.
O 04:00 rano poprosiliśmy o znieczulenie zewnątrzoponowe. Położna uwinęła się w kilka minut z organizacją sprzętu i ściągnięciem Anestezjologa. Byłam już tak zmęczona, że nie miałam siły słowa wypowiedzieć. Mówił za mnie mąż :)
W kilka minut  po zabiegu- zasnęłam. Obudziłam się po 06:00 w brew pozorom nawet wypoczęta.
Ale….
Obudziły mnie skurcze parte, zupełnie inne niż dotychczas. Pomyślałam , że jeszcze wytrzymam. Spojrzałam na Łukasza jak śpi na swoim foteliku i stwierdziłam,  że dam mu jeszcze pospać, bo pewnie dzień przed nami będzie długi….

Niestety tak wytrzymałam 30 min.
Poprosiliśmy położną, przyszła nowa ( kolejna zmiana).
Zaczęły się znowu telefony od sióstr.
Po zbadaniu powiedziała” Pani zaraz urodzi”.
Boże jak ja się wtedy ucieszyłam,  moje spojrzenie na Łukasz było nie do opisania.
Pomyślałam – wytrzymałam tyle, dam radę w tych ostatnich chwilach. Dla siebie i dla Maksia.
To był najboleśniejszy moment, ale dziewczyny nie przerażajcie się. Próg bólu rośnie wraz z siłą bólu. Dałam radę i wy też dacie radę.
Przyszły kolejne położne. Przy samym porodzie było ich trzy. Pocieszały, głaskały i narzucały akcję .
Z bólu miałam zamknięte oczy przez jakieś pół godziny, do momentu kiedy usłyszałam płacz synka.
Łzy cisną się nawet teraz do oczu. Ten moment, ta chwila- ” kochanie mamy w końcu nasze baby”
Rozpłakałam się razem z Łukaszem kiedy położyli mi synka na piersiach. Wszystko odeszło i wszystko poszło w niepamięć. Cały ten ból, cierpienie, zmęczenie, nic już się nie liczyło.
Dla tej jednej chwili mogłabym rodzić i tydzień.

14182299_909321395839842_977144641_n

 

Nasze pierwsze spojrzenia, dotyk jego malutkiego i delikatnego ciałka, przeplatały się ze łzami, radością , szczęściem. Co to były za emocje. …. Najpiękniejsze.
Leżał tak przy mnie 3 godziny. Oczywiście zaczęły się telefony z nowiną do rodziny i przyjaciół.

 

 

 

Położne przyniosły nam przepyszne śniadanie, z kawą, sokami i szwedzką flagą- było to bardzo miłe :).

14114476_906535892785059_545417883_o14088637_1074905112596518_3123019956097641435_n
Położna po 3 godzinach zbadała malutkiego, nie był on kąpany jak to jest w Polsce.
Nie preferuje się tu częstej kąpieli. Pierwszy raz wykąpaliśmy go po tygodniu.
Położna przyjmująca poród, przyszła jeszcze raz pogratulować i się pożegnać.
Chwilę jeszcze rozmawiałyśmy, wiem że to jej praca, ale stałą się kimś wyjątkowym dla mnie.
Później zostaliśmy przewiezieni na oddział noworodków (BB)
Na drugi dzień po konsultacji z lekarzem wyszliśmy ze szpitala. Musieliśmy jedynie jeździć na kontrole .
I tak już od ponad 3 tygodni jesteśmy razem. Zaczęliśmy nowe życie.

14359647_921399154632066_1896009999_o

Czas porodu, narodzin i pierwszych wspólnych chwil to naprawdę wyjątkowy, wzruszający i piękny czas. Dlatego warto przeżyć to jak najbardziej pozytywnie. Nieważne czy rodzisz 4 godziny czy 4 doby. To wszystko minie, nie będziesz wspominała bólu jaki ci towarzyszył a chwilę kiedy pierwszy raz przytuliłaś swoje dzieciątko.

CZAS NARODZIN TO NAPRAWDĘ MAGICZNY CZAS…

Dodaj komentarz